piątek, 8 stycznia 2016

Wczesne rozpoczynanie zajęć szkolnych jest szkodliwe dla zdolności poznawczych i samego zdrowia uczniów w każdym wieku!

Źródło: Internet
Czy pamiętacie jeszcze, jak strasznym koszmarem było dla was poranne wstawanie do szkoły? Pamiętacie walki stoczone z rodzicami, którzy wysyłali was do łóżek po dobranocce, i tłumaczenia, gdy zbliżała się północ, że dzieci o tej porze powinny już dawno spać?
Okazuje się, iż to nic nadzwyczajnego, że nie chciało wam się spać, a najlepszy sen przychodził między 6 a 7 rano, kiedy bezlitośnie próbował go przerwać wściekle dzwoniący budzik.

Naukowcy na podstawie najnowszych badań opublikowanych w "Learning, Media and Technology" twierdzą, że to nie dzieci i młodzież są nieprzystosowane do zajęć szkolnych, tylko to zajęcia nie są przystosowane do nich, a właściwie do naszego rytmu dobowego.

Badania prowadzili naukowcy z uniwersytetów w Nevadzie, Oksfordzkiego i Harvarda. Dowodzą w nich, że wczesne rozpoczynanie zajęć zarówno szkolnych, jak i uniwersyteckich jest szkodliwe dla zdolności poznawczych i samego zdrowia uczniów w każdym wieku. Naukowcy oparli się na tym, co już wcześniej wiedzieli o zegarze biologicznym, który funkcjonuje w różny sposób u ludzi w różnym wieku. Rytm dobowy określa optymalne godziny funkcjonowania całego organizmu, a w okresie dojrzewania ulega silnym zaburzeniom i może się przesuwać nawet o trzy godziny.

I tak w wieku dziesięciu lat uczniowie nie powinni zaczynać zajęć przed godziną 8.30, 16-latki nie powinny przychodzić do szkoły przed 10, a dla stojących u progu dojrzałości 18-latków lekcje nie powinny się zaczynać przed 11. Uwzględnia to indywidualne zapotrzebowanie na sen każdej z grup wiekowych. Według naukowców takie dostosowanie godzin do naturalnego rytmu dobowego pozwoliłoby na maksymalne wykorzystywanie zdolności uczenia się i zapobiegałoby problemom ze snem występującym u dzieci i nastolatków.

Niedostateczna ilość snu powoduje, że dzieci i młodzież mają problemy z koncentracją, częściej ulegają wypadkom, a dodatkowo są bardziej podatne na ryzyko infekcji, występowania nadwagi i otyłości. Co ciekawe, ten ostatni negatywny efekt niedoborów snu nie ma żadnego związku z aktywnością fizyczną badanych grup.

Okazuje się, że wcześniejsze wysyłanie dzieci do łóżek nie rozwiązuje problemów. W okresie dojrzewania w ich mózgach zachodzą zmiany, które skutkują zaburzeniem wydzielania melatoniny i mają bezpośredni wpływ na zmianę rytmu biologicznego u nastolatków. W przypadku młodzieży melatonina zaczyna się wydzielać w mózgu dopiero około północy, czyli kiedy na dworze jest już zupełnie ciemno, a jej produkcja trwa jeszcze długo po pojawieniu się pierwszych promieni słonecznych rankiem.

Skutkuje to przesunięciem zegara biologicznego u tej grupy wiekowej nawet o trzy godziny. W efekcie nastolatki muszą się zrywać do szkoły w czasie, kiedy stężenie melatoniny jest na tyle duże, że ich organizmy wręcz błagają o dalszy sen. Powoduje to, że o godzinie 8 rano, kiedy zaczynają się lekcje, ciało jest pozornie rozbudzone, ale mózg jeszcze śpi.

Nastoletni rytm dobowy jest tak różny od dorosłego, że o zmianę godzin rozpoczęcia lekcji apelowało Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne. Niestety, zanim takie apele zostaną uwzględnione, nastolatki muszą cierpieć.


Źródło: wyborcza.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz