sobota, 17 października 2015

ANTYBIOTYKI, PENICYLINA - cała prawda o skutkach ubocznych!!

Źródło: Internet
Antybiotyki są uważane przez świat lekarzy za jeden ze skuteczniejszych leków zwalczających poważne zakażenia bakteryjne. Sięgamy po nie prawie za każdym razem, gdy objawy zakażenia bakteryjnego stają się niewygodnie uciążliwe. 

Są bardzo oczekiwaną formą również w okresie jesienno-zimowym, kiedy to antybiotykami leczymy grypę i inne infekcje.
Badania dowodzą, iż po pierwsze antybiotyki są coraz częściej nadużywane i często stosowane są niezgodnie z ich przeznaczeniem, po drugie prowadzą do szeregu innych komplikacji, o których będzie ten artykuł.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że sięgając po lekarstwa musimy liczyć się z ich skutkami ubocznymi. Dla większości wiadomym jest fakt, że lecząc jeden symptom chorobowy narażeni jesteśmy na wiele, wiele innych symptomów, o których informuje nas ulotka zamieszczona do leku. Dlaczego tak jest, to temat na inny artykuł, dzisiaj chciałabym się skoncentrować na antybiotykach.

Jak już zapewne część z Państwa wie, aby powstał nowotwór (rozpatrując to zjawisko na poziomie tylko biologicznym) potrzebne jest korzystne środowisko. Dla nowotworu są to m.in. toksyny, metale ciężkie oraz grzyby.

Pierwszy antybiotyk, który został wykryty przez świat nauki w 1929 roku przez Aleksandra Fleminga to penicylina. Antybiotyk najogólniej rzecz ujmując ma za zadanie unieszkodliwić niektóre rodzaje bakterii. Sam odkrywca penicyliny ostrzegał przed nadużywaniem tego leku, jednak jak widać jego słowa nie wzbudziły zainteresowania w świecie medycznym. Jego odkrycie miało ścisły związek z działaniem na organizm pewnego grzyba o nazwie Penicillium (od którego wywodzi się nazwa pierwszego antybiotyku).
Przez wiele dziesięcioleci uważano, że penicylina ma zbawienny wpływ na działanie, niektórych kłopotliwych drobnoustroi powodujących choroby naszego organizmu.

Około 30 lat później inni naukowcy, a w tym polski naukowiec dr Anatol Rybczyński przez wiele lat prowadzili badania nad komórkami nowotworowymi. Odkryli oni, że każdy bez wyjątku nowotwór zawiera pleśń (grzyb) penicillium. Występuje on w organizmie chorego pod wieloma postaciami. Odkryto, że istnieje 260 odmian tej pleśni, to dokładnie tyle ile jest odmian nowotworów. To czy nowotwór przybiera formę złośliwą, czy nie ma to również związek z tą pleśnią.
W nowotworze niezłośliwym znajdują się tylko drobne niedojrzałe postacie pleśni. Natomiast przy nowotworze złośliwym, pleśń zaczyna zarodnikować.
Siły obronne ustroju ludzkiego długi czas zdolne są przeciwstawiać się dojrzewaniu i zarodnikowaniu pleśni, jednak gdy wyczerpuje się odporność organizmu ludzkiego wtedy wzrost i dojrzewanie pasożyta (bo tym właśnie jest penicillium) następują szybko. Jest to powodem również przerzutów nowotworowych.

Do osłabienia układu obronnego organizmu w bardzo dużej mierze przyczynia się właśnie ten pasożyt. W przypadku raka, kiedy mamy do czynienia z zakażeniem ustroju pleśnią, grzybek ten wytwarza truciznę w postaci ANTYBIOTYKU PENICYLINY. Im guz jest większy tym więcej antybiotyku powstaje. Jeśli jest kilka guzów nowotworowych, to wszystkie one produkują antybiotyk równocześnie. Penicylina wytwarzana jest przez całą dobę niszcząc wszystkie stany zapalne, a przede wszystkim białe ciałka krwi w organizmie co ułatwia to coraz większy rozrost pasożyta powodując wyniszczenie organizmu tzw. charłactwo nowotworowe.
Śmierć chorego z powodu nowotworu na poziomie biologicznym jest wynikiem zwycięstwa pleśni w walce, która rozegrała się między tym drobnoustrojem, a organizmem ludzkim.

Jak działa penicylina?
Osoba, która spożywa antybiotyk zauważa u siebie poprawę w postaci spadku gorączki, bólu i polepszenia samopoczucia. Jednak nie zdaje sobie ona najczęściej sprawy, że antybiotyk nie niszczy szkodliwych bakterii, ale za to wpływa na jego ustrój.
Na skutek tego rodzaju leczenia po pewnym czasie dochodzi do powstania ponownego stanu zapalnego w tym samym miejscu. Podany ponownie antybiotyk, porażając system obronny organizmu, po raz kolejny nie dopuszcza do stanu zapalnego, nie niszcząc jednak nadal infekcji. Czyli znów nie leczymy przyczyny tylko skutki. Dlatego w wyniku tego leczenia pacjent choruje coraz częściej na takie choroby jak angina, czy zapalenie oskrzeli, bo bakterie nadal są w organizmie, z ta różnicą, że antybiotyk z czasem przestaje działać. Organizm uodparnia się na niego, a bakterii przybywa.
Wtedy najczęściej mówimy potocznie, że taka osoba ma skłonności do tego typu chorób lub że taka jest „uroda” jego organizmu.

Niezależnie od tego wraz z antybiotykami wprowadza się do organizmu człowieka drobnoustroje grzybiczne, które rozmnażają się i po kilku, czy kilkunastu latach dojrzewają i przekształcają się w nowotwory.

Czyli leczymy anginę, pracując jednocześnie w przyszłości na chorobę nowotworową!

Źródło: Internet
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że zarażamy się infekcją grzybiczą również w inny sposób. Za przykład posłużyć tu mogą chociażby ulubione przez niektórych serki pleśniowe, następnie do pożywienia zwierząt hodowlanych dodawane są antybiotyki, dzięki którym kury szybciej przybierają na wadze, kolejny powód to przeznaczanie na ubój zwierząt chorych na nowotwory złośliwe.
Niestety te grzyby nie giną w czasie gotowania, bo to dla nich zbyt niska temperatura, więc domowa obróbka termiczna nic nie da.

Pomimo tego, że wyniki tych badań istnieją od wielu lat, nie bardzo są rozpowszechniane i nadal używa się penicylinę w leczeniu!
A na ulotkach tych „leków” jako skutek uboczny podaje się między innymi zmiany grzybiczne w organizmie, np. grzybica jamy ustnej, czy pochwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz