wtorek, 8 września 2015

Wywiad z DOLORES CANNON - hipnotyczne sesje dotyczące wspomnień z poprzednich wcieleń i kontaktów z obcymi cywilizacjami (część I)

Źródło: Internet
Parę słów o Dolores Cannon
Dolores Cannon urodziła się w 1931 roku, w St. Luis – stan Missuri, USA. Mieszkała i kształciła się w tym mieście aż do roku 1951, kiedy to poślubiła zawodowego żołnierza amerykańskiej marynarki wojennej. Kolejne 20 lat spędziła – jak typowa żona wojskowego – podróżując po całym świecie, od bazy do bazy, i zajmując się rodziną.
Zmarła 19.10.2014 r. w wieku 83 lat.

Z ideą badania poprzednich inkarnacji drogą regresji hipnotycznej zetknęła się w 1968 roku. Wówczas to jej mąż, hipnoterapeuta-amator, przeprowadził sesję regresji hipnotycznej. Obiektem seansu była koleżanka z pracy, która szukała rozwiązania swoich problemów z nadwagą. W tamtym czasie, w latach 60, regresji hipnotycznych nie uważano za metodę psychoterapeutyczną. Była to praktyka nieortodoksyjna, mało popularna i zajmowała się nią garstka amatorów-eksperymentatorów. Dolores uległa fascynacji tą dziedziną, lecz nad własne zainteresowanie przełożyła obowiązki wobec rodziny.
W 1970 roku jej mąż, jako weteran, odszedł ze służby i wraz z rodziną osiedlili się na wzgórzach Arkansas (USA). Wtedy Dolores zaczęła karierę publicystyczną. Publikowała artykuły w rozmaitych magazynach i dziennikach. Kiedy jej dzieci dorosły, wybrały własne życiowe ścieżki, Dolores powróciła do zaniechanych niegdyś zainteresowań regresją hipnotyczną oraz reinkarnacją. Studiując różne metody hipnozy wypracowała własną, unikatową technikę pracy, umożliwiającą uzyskanie od obiektu hipnozy jak największego zasobu informacji. Od 1979 roku prowadzi regularną praktykę, gromadząc i katalogując dane zebrane od setek obiektów-ochotników. Określa siebie mianem hipnoterapeutki oraz badaczki psychiki, która zapisuje „utraconą” wiedzę.
Osiągnięcia w pracy zawodowej: terapeutka hipnozy regresyjnej, twórczyni Terapii Uzdrawiania Kwantowego Hipnozą QHHT. Znana ze zgłębiania tajemnic pozaziemskich inteligencji i ich wpływu na naszą planetę. Autorka 18 książek, przetłumaczonych na ponad 20 języków, w Polsce znane były m.in.: „Jesteśmy Dziećmi Gwiazd” (PL 2005), „Kosmiczni Ogrodnicy” (w PL 2000), „Trzy Fale Ochotników i Nowa Ziemia” (PL 2013).

WYWIAD część I
Nazywam się Krery Cassidy, pracuję w organizacji „Project Camelot Productions” i zapraszam na wywiad z Dolores Cannon.
Cieszę się bardzo, że mogę przestawić szerszej publiczności Dolores i jej osiągnięcia.
Dziękuję.
 
Studiuję Twoją pracę już od pewnego czasu, przeczytałam kilka książek i jestem zachwycona zaangażowaniem oraz troską, z jaką traktujesz każdą osobę, którą poddajesz regresji hipnotycznej. Naprawdę cieszę się, że mogę z Tobą rozmawiać. Dziękuję bardzo za poświęcony czas.
Dzięki za zaproszenie.
 
Zacznijmy może od powodów, dla których rozpoczęłaś tę pracę oraz wyjaśnienia zjawiska „Trzech Fal”, jak sama je nazwałaś, które przybyły na pomoc naszej planecie.
OK. Jestem hipnoterapeutką i konsultantką. Zajmuję się terapią, którą przeprowadziłam już dla wielu, wielu ludzi. Zainteresowałam się hipnozą ponad 40 lat temu, kiedy nikt nic nie wiedział o reinkarnacji. Nie było czegoś takiego jak przeszłe wcielenia, nikt o tym nic nie wiedział. Przeprowadzałam wtedy sesje hipnotyczne dla pozbycia się nałogów, palenia, schudnięcia, jedynego znanego w tamtych czasach sposobu. Wtedy natknęliśmy się na wspomnienia z poprzednich wcieleń. Oczywiście nie było książek na ten temat, nikt nie wyjaśniał, co w takich przypadkach należałoby robić i czego oczekiwać. Jedynie ciekawość nakazywała mi szukać i poznawać coraz więcej. Ta rzeczywistość pojawiła się tak nieoczekiwanie, więc mogłam ją zwyczajnie zignorować, ale ja zagłębiłam się w nią z pełną determinacją.
Pierwsza książka, którą wtedy napisałam, traktowała o początkach moich poszukiwań. Nie mogłam jej opublikować, gdyż temat nie był nośny, wyprzedzał swój czas. Wydana została znacznie później.

 
Która to książka? Jaki ma tytuł?
Five Lives Remembered”, „Wspomnienia z pięciu wcieleń”.
 
OK.
To jest właśnie opowieść o naszych początkach, która pomimo prób nie została opublikowana. Nie było wówczas wydawnictw ani księgarń „New Age”. W wydawnictwach mówiono: Nie rozumiemy tego. Nie wiemy, o co chodzi. Musiałam więc odłożyć ją na półkę. Kontynuowałam pracę, rozpoczynając intensywne sesje regresji hipnotycznych do poprzednich wcieleń.
Było to 30 lat temu, a od tamtego czasu zdobyłam dużo więcej informacji, które pozwoliły mi wydać kolejne książki. Musiało jednak upłynąć wiele, wiele lat, zanim świat o nich usłyszał.


Dobrze, a później dotarłaś do wspomnień, nie tylko z poprzednich wcieleń, ale opisujących również życie na planetach, należących do innych układów słonecznych.
Tak.
 
Opisujących doświadczenia innego rodzaju, kiedy byli „istotami pozaziemskimi”, jak my byśmy je nazwali.
Jak już mówiłam, 30 lat temu rozpoczęłam sesje regresji hipnotycznej, ale 25 lat temu poproszono mnie, żebym rozpoczęła badania nad zjawiskiem UFO. W Arkansas, gdzie mieszkam, nie było nikogo, kto mógłby się tym zająć. Był to kolejny pionierski temat.
 
Kto poprosił Cię o to?
Badacze, wtedy MUFON.
 
Rozumiem.
Powiedzieli mi, że zetknęli się z ludźmi, którzy twierdzili, że byli porywani na statki kosmiczne. Nie znali nikogo osoby, która mógłby to zbadać. Wcześniej zaangażowali psychologów, którzy wprowadzili taką osobę w trans hipnotyczny, przenosząc ją psychicznie na pokład statku, ale zaraz potem stwierdzili, że nie wiedzą, co dalej czynić. Wybudzali ją i odsyłali do domu, a nie na tym polega terapia.
Badacze, gdy docierali do czegoś, czego nie znali, mówili: Nie wiem, co mam z tym zrobić. W książkach się o tym nie pisze, nie wiem więc, o co mam pytać. Zadzwonili wtedy do mnie i zaproponowali współpracę. Uważali, że ten temat mnie nie wystraszy, skoro od dawna zajmuję się dziwnymi zjawiskami. Sądzili, że skoro jestem oswojona z regresją do poprzednich wcieleń, przywykłam do rzeczy dziwnych i niezwykłych.
Przezornie zapytali jednak, czy mnie to nie przerazi. Odpowiedziałam, że nie, bo jestem zbyt ciekawa nowych rzeczy. Zaprosili mnie więc na spotkanie na szczeblu stanowym, w którym brało udział 25 badaczy okręgowych. Miałam w ich obecności wprowadzić w trans kobietę z Oklahomy oraz zadawać jej pytania.

 
Oooch.
Chcieli, abym wprowadziła ją w hipnozę przy wszystkich i zadawała pytania. Nie była to najlepsza atmosfera do takich poczynań. Przypominała sytuację złotej rybki, na którą wszyscy się gapią. Nie znaliśmy kobiety poddawanej hipnozie, a ona nie miała pojęcia kim jesteśmy w takich oto okolicznościach miałam dociec wielu szczegółów. Nigdy nie robiłam czegoś podobnego. Sama, bez niczyjej pomocy, musiałam określić reguły dla takich sesji hipnotycznych. W mojej technice przenoszę osobę poddaną hipnozie do poprzedniego wcielenia. W tym przypadku musiałam zaadoptować ją do wymogu pozostania w obecnym życiu i to mi się udało. Obserwatorzy nie wiedzieli, że tego rodzaju sesji nigdy nie robiłam.
Przenieśliśmy ją na pokład statku i uzyskaliśmy ogromną ilość informacji. Następnie, po prostu wysyłali do mnie kolejne przypadki. Później, no cóż, nie podobało mi się nastawienie MUFONu. Czy mogę mówić o takich rzeczach…? (śmiech)

 
Oczywiście, bezwzględnie.
OK. Nie podobało mi się, że są tacy przyziemni, naukowi.
 
Zgadza się.
Istnieje dla nich tylko to, czego mogą dotknąć, poczuć, rozebrać na czynniki. Hipnozy zupełnie nie rozumieją, więc podczas sesji, w których uczestniczyli, po prostu wyśmiewali osobę, którą wprowadzałam w trans hipnotyczny.
 
Oj!
Robili złośliwe uwagi i rzucali kąśliwe komentarze. Nie mogłam dopuścić do upokarzającego traktowania osób poddawanych badaniom. Nie traktowali mojej pracy poważnie, dlatego zdecydowałam o zakończeniu współpracy. Obecnie mają innego dyrektora, więc myślę, że są już daleko bardziej otwarci, ale wtedy, 25 lat temu było inaczej.
 
Wydaje mi się, że w środowisku badaczy UFO przez wiele lat istniał pewien opór. Zmiana nastawienia rozpoczęła się dopiero jakieś pięć lat temu, kiedy to wzrosło zainteresowanie istotami latającymi tymi statkami, a zmniejszyło nimi samymi i zasadą ich poruszania.
Tak, zainteresowanie koncentrowało się na ustaleniu rodzaju paliwa zasilającego statek, zasad pracującego napędu, pokonywanych odległości oraz osiąganych prędkości. Przecież nie o to tu chodzi.
 
Zgadza się.
Napędem jest myśl, a na pokładzie wykorzystuje się energię kryształów.
 
Jasne.
Może to być kolektywna myśl całej załogi. Podróże nie odbywają się z jednej planety na drugą. Podróżują poprzez wymiary. Ówcześni badacze nie byli w stanie tego zrozumieć. Deprecjonowali moje osiągnięcia, zdobyte informacje odrzucali, a nawet ośmieszali efekty mojej pracy. W konsekwencji definitywnie zakończyłam współpracę z nimi. Wreszcie spotkałam pewnego człowieka, Lucjusza Farisha, może o nim słyszałaś. Rozpoczął cykl konferencji dotyczących UFO w Eureka Springs.

Rozumiem.
Współpraca z nim trwała 22 lata. Był moim powiernikiem. Potrzebuję kogoś, z kim mogę wymieniać poglądy, dzielić się ideami. Lucjusz zawsze był gotów przyjąć każdą myśl, więc rozmawialiśmy o wszystkim, z czym się zetknęłam. Komunikacja z MUFONem ustała, a ja dotarłam znacznie dalej, do informacji w dużo szerszym zakresie, niż oni.


Dobrze, wróćmy do teraźniejszości. Jesteś w trakcie pisania książek pod wspólnym tytułem „The Convoluted Universe”, „Spleciony Wszechświat”.
Tak.

Dotarłaś ze swoimi klientami do opisu rzeczywistości, w której zdarzenia nie mają linearnej natury, zgadza się?
Tak. Zaczęło się od przenoszenia ich na pokład statków. Książka, którą o tym napisałam nosi tytuł „The Custodians”, „Dozorcy”. Tak ich postrzegam, jako dozorców naszej planety, gdyż nigdy nie zetknęłam się z negatywizmem z ich strony. Wszystkie informacje, jakie od nich otrzymałam były pozytywne. Tak właśnie ich postrzegam, jako kustoszy naszej planety. Natomiast pierwszą książką, która ich dotyczyła była „The Keepers of the Garden”, „Kosmiczni Ogrodnicy”. My jesteśmy ogrodem, a oni jego ogrodnikami. Także bez cienia negatywizmu, gdyż zrozumiałam motywy ich działania i przyczyny leżące u podstawy całego przedsięwzięcia.

OK. Kogo masz na myśli mówiąc „oni”?
Istoty pozaziemskie.

A czy rozróżniasz grupy istot pozaziemskich.
Jest ich bardzo, bardzo wiele. Większość ludzi nie jest w stanie tego pojąć, ale domyślam się, że Twoja publiczność rozumie. Kiedy zaczęłam odkrywać kulisy zwyczajnych porwań i ich pobytu na statkach itd., ich bohaterzy zawsze byli przepełnieni strachem. Ja pracuję na najgłębszym z możliwych poziomie transu, który nazywamy poziomem lunatycznym. Większość badaczy i hipnoterapeutów pracują na powierzchniowych poziomach, na których zaangażowane są emocje, a więc również strach. W mojej metodzie, całkowicie pomijamy świadomy umysł. Docieramy do głębokiego poziomu, na którym nie doświadcza się emocji i bólu, natomiast odnajduje się rzeczywiste odpowiedzi. W tym stanie pojawiają się niezwykłe zdarzenia. (śmiech) Kiedy przeprowadzam kogoś do głębokiego poziomu, może być roztrzęsiony i nie wiedzieć, co się z nim dzieje. Następnie uspokaja się i zaczyna normalnie mówić. Wtedy pojawiają się inne głosy. Za pierwszym razem usłyszałam komendę, dźwiękiem przypominającym mechaniczny głos: Skanujemy. Moja reakcja: OK., w porządku, ale o co tu chodzi? (śmiech) Czułam wibracje na całym ciele. Wtedy usłyszałam ten sam mechaniczny głos: W porządku, to ona, to do niej mamy zaufanie. Powiedzieli: Nie dostarczamy tych informacji każdemu. Przekaż je tym, którzy zrobią z nich użytek. Wtedy zapytali: Co chcesz wiedzieć? Nie pytajcie, co chcę wiedzieć (śmiech), bo chcę wiedzieć wszystko.

Oczywiście.
Zadając pytania, przekonałam się, że mam do czynienia z istotami pozaziemskimi, znajdującymi się na pokładzie statku, razem z tą osobą, z którą w danym momencie pracowałam. Prowadzili ze mną konwersację, a równocześnie, poddawali tę osobę badaniom. Chciałam wiedzieć co i dlaczego z nią robili. Chciałam dowiedzieć się o nich jak najwięcej, poznać ich życie. Byłam ciekawa, czy mieszkali na statku? Jak wygląda ich planeta? Jak napędzany jest statek? Chciałam wiedzieć wszystko. Jak się żywią? Jak się rozmnażają?

Zatem, z którą rasą wtedy rozmawiałaś?
Oni nie mają nazw.

OK. Nie powiedzieli Ci?
Nie mają nazw.

Jednak, znamy np. rasę nordycką, znamy również Szarych, czy rasę gadzią.
Skontaktowałam się ze wszystkimi, z każdą rasą. Natomiast, kiedy zadawałam pytanie, skąd pochodzą, zawsze odpowiadali: Nie ma nazwy na miejsce, z którego pochodzimy. Wy, ludzie musicie wszystkiemu przyklejać etykietki. Skoro jednak potrzebujesz, dostaniesz taką etykietkę. Powiedzieli: Gdybyśmy przyznali, że pochodzimy z planety, która znajduje się tam, na północ od Gwiazdy Polarnej, nie wiedziałabyś, która to gwiazda, bo nie ma jej na waszych mapach konstelacji gwiezdnych.

Zgadza się.
Jednak w rzeczywistości istoty pozaziemskie, nie przybywają jedynie z innych planet. Przybywają z innych wymiarów oraz odległych galaktyk, bo podróżują poprzez wymiary.

Tak.
Powiedzieli, że nie jest istotne skąd przybywają, a na statkach jest wiele, wiele różnych ras, jak w Star Treku.

OK.
Miałam do czynienia z Małymi Szarymi, to była jedna z pierwszych ras. Są biologicznymi robotami, wyprodukowanymi do wykonywania prac.

OK., a czy sądzisz, że konstruują, nazwijmy to, rasę hybrydową?
Konstruują, czy…?

Tworzą.
No cóż, w zasadzie to jest część programu, który został już zakończony. Dokonano tego. Zebrali już cały potrzebny materiał. Mali Szarzy mają inny sposób mówienia, więc wiadomo było, że nie rozmawia się z istotą żywą. Ich głos brzmiał mechanicznie. Później powiedzieli mi: Musieliśmy najpierw pokazać Ci ten głos, żebyś mogła później rozpoznać innych.
Pewnego razu skontaktowała się z nami przepiękna kobieta, przekazując ogromną ilość informacji. Dała wiele odpowiedzi, które ujęłam w książce. Nie wiem, czy nazwałabyś ją Nordykiem, czy nie. Miała włosy w odcieniu kasztanowym. Wyglądają jak ludzie, ale oczywiście nie są ludźmi, ich organy wewnętrzne zostały zmienione. Nie spożywają jedzenia. Powiedzieli, że ich system oddechowy przyjmuje każdy rodzaj gazu, który wypełnia atmosferę danej planety, z wyjątkiem kwasu siarkowego. Są więc wysoko rozwinięci, bo ich ciała przyjmują wszystko. Nie muszą również jeść, bo podróżują.

No tak, czyli za pośrednictwem wprowadzonych w hipnozę regresyjną ludzi, kontaktujesz się z różnymi rasami pozaziemskimi, zgadza się?
To są rasy, które interesują się osobą poddaną przeze mnie hipnozie i podczas sesji, nagle słyszę: W porządku, porozmawiamy z Tobą przez chwilę, i zaczynają opowiadać. Np. ta kobieta z włosami w odcieniu kasztanowym była lekarzem pokładowym. Powiedziała: nie jestem takim lekarzem, jak sądzisz. Jestem lekarzem, który pracuje energiami. Dlatego wyjaśniają swoje poczynania.

OK., ale również sama poddajesz daną osobę terapii,tak?
Tak.

Czyli rozmawiasz z istotami pozaziemskimi, jednocześnie masz do czynienia z człowiekiem w transie, czyli temat rozmowy musi dotyczyć również osoby, przez którą przemawiają istoty pozaziemskie. Zgadza się?
Tak. Wyjaśniają co oraz, dlaczego jej zrobiły. Po przebudzeniu, ta osoba stwierdza: No cóż, wiem już co się wydarzyło i jestem już spokojna. Większość hipnoterapeutów pracuje na poziomie emocjonalnym. Strach wynika jedynie z nieświadomości tego, co faktycznie zaszło. Powiedzieli mi, że najlepiej by było, gdyby nie pamiętali niczego z tego doświadczenia. Przybywają tu od początku istnienia Ziemi. Opiekują się ludźmi od zarania i z powodu wolnej woli nie chcą ingerować w nasze życie. Powinniśmy doświadczać życia tylko w takim zakresie, jaki znamy na Ziemi. Im nie wolno się wtrącać. Ponieważ, z powodu zanieczyszczenia powietrza, dodatków chemicznych w żywności, przyjmowania środków farmakologicznych i narkotyków czy picia alkoholu, zmieniła się struktura chemiczna mózgu, osoby poddane obdukcji pamiętają jedynie część swojego doświadczenia lub snu. Pamiętają je w zniekształconej formie, wspomnienie nie jest prawdziwe i właśnie dlatego ulegają strachowi. Myślą, że zostali zgwałceni, że spotkały ich okropne rzeczy. Paradoksalnie, to organizacje badające zjawiska UFO, poprzez swoich mówców, którzy opowiadają o swoich przykrych przeżyciach, propagują strach i grozę. W każdym przypadku, kiedy badam taką poszkodowaną osobę, słyszę zupełnie inną historię. Dowiaduję się, co wydarzyło się naprawdę i nigdy nie pokrywa się to z dotychczasowym jej przekonaniem o swoich przeżyciach. Ta struktura chemiczna mózgu filtruje wszystkie doświadczenia i stąd ta różnica.

OK., być może jesteś również odbiornikiem, w pewnym sensie? Cechuje Cię otwartość na wszystko, co się pojawia, czyli unikasz oceniania tego, przez pryzmat uprzedzeń.
Widzisz, chodzi również o terapię dla danej osoby. W przypadku innych hipnoterapeutów pacjenci maja obawy przed wyjściem z domu boją się spać. Natomiast, kiedy dowiesz się, co faktycznie im się przytrafiło, że w rzeczywistości to nie jest nic strasznego, to taka informacja ma skutek terapeutyczny. Z tym właśnie mam do czynienia.

OK. Pracujesz z ludźmi z MiLABu, którzy uczestniczyli w porwaniach wojskowych. Czy wiesz coś o nich?
Nigdy nie miałam do czynienia z porwaniami wojskowymi.

Nie masz kontaktu z nimi?
Od 25 lat nigdy nie spotkałam nikogo, kto by miał cokolwiek wspólnego z wojskiem. Niektórzy przyznają się do wojskowych doświadczeń, ale co ciekawe, moje nigdy takie nie były.

Interesujące. OK.
Nie lubią słowa „porwanie”, wolą nazywać je „wizytacją”. Ci ludzie mieli dziury w pamięci, zgubili czas, wiedzieli, że wydarzyło się coś, czego nie pamiętają. Natomiast dużo bardziej interesujący, niż ten brakujący, jest czas skompresowany.

 
Źródło: Tłumaczył: Przemek (LivingCosmos.info)
Edycja: Łukasz (Szaman Psychedeliczny)

ezoteryka.info.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz