poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Uważaj, na produkty zwane spożywczymi!! Czyli najpopularniejsze związki chemiczne dodawane do żywności!!

Lęk przed tym, co powiedzą ludzie, zastawia sidła na człowieka”.

Źródło: Internet
W połowie XIX wieku doszło do burzliwej dyskusji pomiędzy chemikiem Ludwikiem Pasteurem i lekarzem Beschampem. Chemik badał fermentację wina i odkrył bakterie. W związku z łatwym i szybkim pieniądzem dla przemysłu rozpoczęła się era pasteryzacji.
Stosuje się ją wszędzie, czy trzeba, czy też nie. Pozwala bowiem podnieść cenę produktu. A jak wiesz Szanowny Czytelniku, każdy produkt jest obłożony vatem, czyli łapówką dla urzędnika. Zauważ, że nie zdarza się coś takiego, jak obniżka vatu. Zawsze jest podwyżka, niewielka, ale dożywotnia.

Beschamp twierdził: „Bakteria niczym, środowisko wszystkim”. Ale Beschamp jako lekarz chciał leczyć, a nie oszukiwać ludzi. Wprowadzenie jego teorii do praktyki zmniejszyłoby liczbę chorych. Do tego przemysł nie mógł dopuścić.
Współczesne badania w pełni potwierdzają teorie Beschampa.
Niestety, w tzw. polskiej medycynie nadal obowiązuje schemat XIX-wieczny: choroba – bakteria/wirus – antybiotyk. O tym świadczy liczba przedmiotów na studiach medycznych poświęcona temu zagadnieniu.
Obecny lekarz nie ma większego pojęcia o żywieniu, żywności, a w szczególności o technologii żywności. Trudno mu więc w ogóle podejmować decyzje związane na przykład z przewlekłym zatruciem pokarmowym. W Polsce nawet nie ma laboratoriów, do których można by skierować pacjenta z podejrzeniem zatrucia ołowiem, fluorem, czy pestycydami.
Lekarz nie wie, co się kryje pod tym, co obecnie sprzedawane jest jako mleko, margaryna, czy ser, nie wspominając o kiełbasach.
Praktycznie, zgodnie z definicją, w Polsce w ogóle już od ponad 20 lat nie sprzedaje się w sklepach mleka. Mleko według definicji to produkt od krowy, nieprzekraczający temperatury 41C. Proszę mi taki pokazać! A obecni pediatrzy co chwilę wypisują bzdury w rodzaju „uczulenie na mleko”. A gdzie niby ten dzieciak miał możliwość spotkać się z mlekiem?

Kupowanie czegokolwiek w postaci rozmaitej maści gotowców spożywczych równa się grze w rosyjską ruletkę. Może zdążę dojść do toalety, ale długotrwałe skutki jedzenia tak przygotowanego posiłku na pewno skończą się utratą zdrowia.
Najlepiej pokazują to filmy na przykład o panu, który przez rok żywił się w Mc Donaldzie.
W Polsce sytuacja jest dodatkowo utrudniana, ponieważ tzw. instytuty żywienia i dietetycy są szkoleni na politechnikach i tak naprawdę nigdy nie mieli do czynienia z chorym człowiekiem.
Najlepszym dowodem, potwierdzającym ten fakt, są wypowiedzi tych dietetyków w programach telewizyjnych typu: „Należy jeść warzywa, masło, czy sery” albo „jest uczulony na mleko”.
Proste pytanie: a w jakim to sklepie spożywczym można kupić mleko? A jakie jest stężenie pestycydów w warzywach? Brak odpowiedzi.
Przypominam, według definicji, mleko to produkt od krowy, nieprzekraczający temperatury 41C. Wszystko inne jest już produktem mlekopodobnym. Nawet nie znamy składu związków, powstających po podgrzaniu mleka do temperatury 70 stopni C, czy 140 stopni C. A w prawdziwym mleku znajduje się ponad 200 związków enzymatycznych, witamin, czy hormonów.
Nie znam ani jednego raportu San-epidu, opublikowanego po kontroli zgodności, chociażby z normami żywności w dużych jadłodalniach typu Mac Donald. Dlaczego? Przecież w dobie internetu każdy raport powinien być opublikowany na stronie internetowej San-epidu, który taką kontrolę przeprowadził.
A tutaj cisza zupełna. Tak jak gdyby San-epid w ogóle nie istniał. Od 1992 roku, tj. od chwili zmiany nazwy na Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, instytucja ta zajmuje się tylko reklamą i dystrybucją szczepionek, wykorzystując cały aparat represji, zarówno w stosunku do lekarzy, jak i rodziców.

Kilka słów przypomnienia. Bardzo ogólnie mówiąc, to my tak naprawdę nie jemy. Można porównać naszą czynność jedzenia do wrzucania drewna do kominka. Dopiero jak znajdujące się w naszym przewodzie pokarmowym bakterie, a jest ich tam około 1.5 kg, przetrawią ten pokarm i wydalą, to co wydalą jest transportowane po naszym organizmie, najpierw do wątroby.
Podkreślam, wspólny genom bakterii, czyli liczba zakodowanych informacji, znajdujących się w naszym przewodzie pokarmowym, jest 150 razy większy, aniżeli genom człowieka.
Czyli w naszym przewodzie pokarmowym musimy mieć tzw. dobre bakterie w ilości co najmniej 95 – 97%. Przy takich proporcjach, nawet jeżeli dostaną się „złe” bakterie, to giną same. Jest to podobna sytuacja do uprawy grządki. Jeżeli coś posadzimy, a nie pielęgnujemy, to po tygodniu chwasty zarosną cała grządkę.
Więc widzisz, że najważniejszy jest stan naszych bakterii.

Od ponad 70 lat rolnicy, szczególnie w okresie sowietyzacji, byli naciskani na sypanie nawozów sztucznych.
Problem z tzw. nawozami sztucznymi jest jednym z podstawowych w rolnictwie. Jak to się stało, że mądrzy profesorowie uznali, że 3 pierwiastki N-P-K, czasami czwarty Mg, zastąpią 100 pierwiastków z gnojowicy? Nie wiem i nawet nie usiłuję dochodzić. Wiadomo, że do prawidłowego wzrostu organizmu potrzebne są niemal te wszystkie pierwiastki, a nie tylko te 3, czy 4. Oczywiście, że z tak otrzymanego ubogiego ziarna po sztucznych nawozach nie można otrzymać pełnowartościowej mąki.

Oczywistym jest fakt, że nie sposób zapamiętać tych wszystkich związków chemicznych, które dodają w produkcji żywności. Poniżej przedstawię kilka tych najgorszych, mogących powodować największe szkody w naszym organizmie.

1. Sztuczne słodziki.
W sprzedaży znajdują się pod rożnymi nazwami i składem chemicznym. Jest to aspartam, sacharyna, spelnda alias sukraloz, acesulfam potasu i wiele innych. Ich jedyną zaletą jest taniość, a więc zwiększają zysk producenta.
Sztuczne słodziki podnoszą w znacznym stopniu ryzyko cukrzycy. Na podstawie badań można wręcz stwierdzić, że w cukrzycy typu 2 zaprzestanie spożywania wszelkiego rodzaju batoników, ciasteczek, czy innych produktów sztucznie słodzonych doprowadza do jej wyleczenia.
Sztuczne słodziki powodują niszczenie tzw. dobrych bakterii w twoim przewodzie pokarmowym aż o 50%. Splenda zmienia funkcję glukozy i fruktozy, powoduje wzrost masy ciała, spadek odporności, cukrzycę typu 2.
To nie wszystko. Po podgrzaniu splenda uwalnia chloropropanois, który jest tej samej klasy, co rakotwórcze dioksyny. A wiadomo, że soki, dżemy, konfitury się gotuje.
Oczywiście przemysł spożywczy nie musi przeprowadzać badań toksyczności swoich produktów. Nie wspominając, że przemysł spożywczy nie jest polski i stosuje zasadę Kalego w modyfikacji.

2. Tłuszcze trans.
Tłuszcze trans wprowadzono w 1911 roku. W organizmie człowieka powodują stany zapalne, które mogą być wyznacznikiem chorób przewlekłych.
Tłuszcze trans uszkadzają podstawę błon komórkowych. Może to torować drogę do powstania raka, cukrzycy, czy chorób układu krążenia. Tłuszcze trans radykalnie zwiększają ryzyko udarów mózgu.
Uwodornione oleje roślinne znajdują się w większości przetworzonej żywności, w krakersach, chipsach, smażonej żywności itd. Nawet obecne sery tzw. żółte, to jest uwodorniony olej. Sam się przekonaj, czy to ser tylżycki, czy gouda, mają ten sam smak. Przemysł spożywczy na masową skalę wykorzystuje oleje roślinne, ponieważ są znacznie tańsze. O ile porównamy spożycie sprzed 100 laty, kiedy to spożywano głównie oliwy z oliwek, to obecnie ilość przetworzonych olei wzrosła 100 000 razy.
Generalnie oleje roślinne mogą zawierać cykliczne aldehydy, które to związki są wysoce zapalne i mogą się przyczyniać do chorób serca, a nawet choroby Alzheimera.
Ponadto oleje sojowy, rzepakowy, czy kukurydziany, są produkowane z roślin genetycznie modyfikowanych. A wiec tak naprawdę nie wiemy, co to jest. Nie ma żadnych prac naukowych, przedstawiających długotrwale spożywanie takich produktów.

3. Sztuczne aromaty.
Niestety, nie masz zielonego pojęcia Szanowny Czytelniku, co się pod tym pojęciem kryje. Jest to bowiem komponent dużej ilości związków chemicznych. Taki na przykład smak truskawkowy, to około 50 związków chemicznych. Nie znasz ani jakości, ani ilości poszczególnych związków. 
Inne związki, choćby te aromatyzujące masło, mogą przyczynić się do powstania płytek beta amyloidu, czyli przyspieszyć powstawanie Alzheimera. 
Tak więc nie możesz nawet teoretycznie ustalić konsekwencji biologicznych dla zdrowia, szczególnie małych dzieci.

4. Glutaminian sodu, zwany MSG.
MSG zwany jest także wzmacniaczem smaku. Praktycznie dodawany jest do wszystkich przetworzonych produktów żywnościowych, nieważne czy zamrożonych, czy w słoikach.
Najczęściej nie występuje pod własną nazwą, tylko jako kwas glutaminowy, hydrolizowane białko, ekstrakt drożdżowy, i dziesiątki innych.
MSG związany jest z występowaniem takich chorób, jak otyłość patologiczna, czyli można prawie nic nie jeść, a tyć, uszkodzenia oczu, bóle głowy, zmęczenie, dezorientacje, depresje, szybkie bicie serca, czyli kołatanie, drętwienie, czy mrowienie.
Oczywiście, wybij sobie z głowy możliwość przeprowadzenia analizy laboratoryjnej na potwierdzeni istoty twojej choroby.

5. Sztuczne barwniki.
Każdego roku w USA używa się 7,5 miliona kilogramów tych związków. Coraz liczniejsze pojawiają się głosy, że dzieci posiadają o wiele niższy próg tolerancji na te związki, aniżeli pierwotnie zakładano. A to przecież głównie produkty dziecięce się zabarwia.
Obecnie udowodniono, że 9 najczęściej stosowanych barwników ma związek z pogorszeniem stanu zdrowia. I tak na przykład BARWNIK CZERWONY przyspiesza wzrost guzów układu odpornościowego, a także powoduje nadpobudliwość u dzieci. NIEBIESKI BARWNIK stosowany w cukierkach, napojach, związany jest z występowaniem guzów mózgu. BARWNIK ŻÓŁTY stosowany w pieczywie, cukierkach, ciastkach, płatkach, powoduje zmiany behawioralne u dzieci.

6. Środki konserwujące.
Jest to typowe pomieszanie pojęć. Tzw. środki konserwujące to związki bakterio/grzybobójcze.
Dodawane do żywności pozwalają na dłuższe jej przechowywanie. Problem polega na tym, że Twoje bakterie są odpowiedzialne za zdrowie. Czyli jedząc takie środki, sam popełniasz harakiri, niszcząc swoje dobre bakterie. Złe bakterie mają więc wolne pole do rozmnażania. I tak, najczęściej stosuje się takie związki, jak butylohydroksyanizol BHA i BHT. Są one dodawane do gum do żucia, płatków śniadaniowych, chleba, krakersów, chipsów, mieszanek orzechowych itd. Udowodniono, że powodują problemy neurologiczne, hormonalne, zaburzenia metaboliczne z w/w powodu.
Hydrochinion tertbutyl – TBHQ jest związkiem podawanym do makaronów, krakersów, słodyczy, pizzy kupowanej w supermarketach, napojów i soków itd. W zależności od dawki, może powodować nudności, wymioty, szum w uszach, uczucie duszenia, uszkodzenie wątroby. Jest tak toksyczny, że już 5 gramów może Ciebie zabić.
Benzoesan sodu jest dodawany do napojów, soków owocowych, sosów do sałatek, marynat itd. Powoduje astmę, marskość wątroby, chorobę Parkinsona, nadaktywność.
Azotyn i azotan sodu są dodawane do wędlin, ryb wędzonych, hot-dogów. Może powodować uszkodzenia jelita grubego, żołądka, raka trzustki.
Azodikarbonoamid znajduje się w hurtowo sprzedawanym cieście, odżywkach. Powoduje raka, astmę, alergię.

Problem wyłania się w przypadku zadania prostego pytania: a dlaczego te wszelkiej maści towarzystwa naukowe i medyczne nie reagują. I od razu masz odpowiedź.
Ile dostaje od firm spożywczych, czy farmakologicznych, Polskie Towarzystwo Pediatryczne, tego nie wiem. Ale Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne – AAP otrzymało tylko w jednym roku 433 000 dolarów od firmy Merck, za zatwierdzenie szczepionki HPV dla dzieci. Dało to firmie Merck 1,5 miliarda zysku.
AAP kolejne 342 000 dolarów otrzymała od firmy Wyeth, za zaakceptowanie szczepionki przeciw pneumokokom dla dzieci. Zysk firmy wynosi rocznie 2 miliardy.



Źródło: dr Jerzy Jaśkowski, polishclub.org

Jeśli artykuł zainteresował Ciebie, proszę udostępnij go i podziel się nim ze znajomymi!

1 komentarz:

  1. I co mam teraz zjeść, ugotuje sobie kaszy i wbije ze dwa jajka, chodź wątpię żeby były z wolnego wybiegu, wszędzie chemia....

    OdpowiedzUsuń